Rok 1898 – O spożyciu w Radzanowie/nad Wkrą

Rok 1898 – O spożyciu  w Radzanowie/nad Wkrą

 

 

Renowacja świątyni przez ks. Ludwika Kraszewskiego, to nie jedyny element opisu życia codziennego w Radzanowie nad Wkrą w końcu XIX wieku, przedstawiony w artykule Gazety Świątecznej z 1898 roku.Opisany został także problem spożycia trunków i ich wyszynk:

,,Kiedy pisma ogłosiły , że karczmy czyli szynki żydowskie zostaną zamknięte, szła z ust do ust nowina,że nie będzie już pijatyk i hulanek.Przyszedł ów czas oczekiwany,otworzono w Radzanowie sklep rządowy z wódką. Ale oprócz tego pozwolono otworzyć jedną jadłodajnie, niby gospodę.I cóż się stało?  Oto ta niby gospoda gorsza jest od knajpy żydowskiej; pijacy po całych dniach i nocach w niej przesiadują,racząc się,rozumie się,nie herbatą,jeno ulubioną gorzałą”

Podpisał Czytelnik  

 Z nad Wkry. Sprawa Ryszarda Benke( Bohnke) i włościan z Prusocina na łamach ówczesnej prasy

Tragiczny konflikt o łąkę ,,Biele”.

 Sprawa Ryszarda Benke( Bohnke) i włościan z Prusocina na łamach ówczesnej prasy

 

Zainteresowany historia terenów wokół miejscowości Radzanów nad Wkrą przeglądam liczne i różne materiały archiwalne, w tym i stara prasę. W artykułach tam umieszczanych odnajduję informacje dotyczące regionu z którym jestem związany. Jest to olbrzymia kopalnia możliwości w której odkrywam obraz społeczeństwa i jego codziennego życia, niejednokrotnie w wirach wielkiej historii przetaczającej się Północnym Mazowszem  nad rzeka Wkrą . Składając tę układankę z przeszłości dziele się nią z Państwem Tym razem pragnę przedstawić na krótkim przykładzie jak wyglądały relacje dworu z włościanami po uwłaszczeniu chłopów  przez Cara Aleksandra II oraz  jakie dramaty rodziły się z tej przyczyny w  okolicy.

Wyniku reformy chłopi otrzymali ziemię kosztem ziemian, którym Skarb Państwa wypłacił odszkodowanie za utratę części posiadanych gruntów. Jednocześnie obydwie strony pragnęły uzyskać dla siebie jak największe korzyści. Powoływano zgodnie z ustawami Komisje Włościańskie na czele z Komisarzami, które to organy miały regulować sporne sprawy.

Na kanwie tychże dochodziło do licznych dramatycznych wydarzeń. Jednym z takich było wydarzenie ,które szeroko odbiło się echem w prasie tamtego okresu i dotyczyło sporu dziedzica majątku Strzegowo – Ryszarda Benke( Bohnke)*  – z włościanami wsi Prusocin.

Na łamach gazety ,, Czas” z lipca 1890 wychodzącej w Krakowie możemy  przeczytać o tragedii jak rozegrała się na przełomie czerwca i lipca na polach wsi Prusocin  gm. Ratowo powiat mławski, Gubernia Płocka. Właściciel dóbr Strzegowo poddany niemiecki zamieszkujący wyżej wspominaną miejscowość stał się główną postacią opisywanej historii. Od kilku lat toczył się spór przed Komisja Włościańska pomiędzy nim i włościanami z Prusocina. Dotyczył pastwiska lezącego na pograniczu gruntów Benkego i miejscowych chłopów. Po zbadaniu sprawy łąka zwana Biele została przyznana dziedzicowi przy wielkim niezadowoleniu adwersarzy. Mimo wszystko postanowili własny inwentarz nadal wypasać w dawnym miejscu. Zawiadomiony o tym właściciel zebrał służbę dworską i postanowił zając bydło , które weszło w szkodę . Sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli w momencie gdy chłopstwo postanowiła siłą odebrać własność. Dochodzi do bójki podczas , której zaatakowany Ryszard Benke zaczął bronić się  strzelając z posiadanego rewolweru. Zabity na miejscu został włościanin z Prusocina Jakub Fryzowski, a według relacji w ,,Czas”ie śmiertelnie ranny został i w następstwie umiera Adam Matuszewski. Ponadto lżej lub ciężej rannych na polu starcia pozostaje czterech chłopów i dziedzic Strzegowa. Dotkliwie pobity nie został jednak aresztowany i zamknięty w gminnym areszcie, lecz na prowizorycznych noszach skleconych naprędce odniesiony został przez robotników do dworu gdzie na czas rekonwalescencji i trwającego śledztwa pilnowany był przez straż ziemską do dalszego rozporządzenia władz.

Relacja prasowa została zakończona adnotacją, że do sprawy autor powróci w następnych numerach.

Kolejne informacje zaczynają pojawiać się w momencie rozpoczęcia procesu sądowego i apelacji jakie wnosiły strony.

Do wydarzenia powrócił ,, Kurier Warszawski” w grudniu 1892 roku w artykule zatytułowanym ,, Przekroczenie granicy koniecznej obrony” relacjonując przebieg procesu w Departamencie Karnym Izby Sądowej Warszawskiej. Przed sądem stanął Ryszard Benke poddany pruski, właściciel dziedziczny Strzegowa oskarżony o przekroczenie granic obrony koniecznej i spowodowanie śmierci Jakuba Fryzowskiego , włościanina ze wsi Prusocin. W procesie oskarżano także jak podaje gazeta: Maciej Gralewicz, Jan Gralewicz, Józef Gralewicz, Józef Kowalski, Stanisław Łabędzki, Józef Ambroży i o dziwo uśmiercony  w relacji ,,Czas”- u Adam Matuszewski!!! Zostali oskarżeni o udział w bójce ze skutkiem śmiertelnym podczas zajść na łąkach w Prusocinie, gdzie śmierc poniósł Paweł Dąbek , parobek dworski. Proces warszawski był odwołaniem się od wyroku jaki zapadł przed Sądem Okręgowym w Płocku, gdzie Ryszard Benke został skazany na 6 miesięcy więzienia , pokutę kościelna i wypłacenie zadość uczynienia wdowie po Fryzowskim wysokości 3000 RS. Włościanie zostali skazani na areszt policyjny za namawianie i udział w zamieszkach.

W dniu 30.12.1892roku w ,, Kurierze Warszawskim” mamy pełne przedstawienie procesu. Przewodniczącym  składu rozpatrującego sprawę Ryszarda Benke i włościan z Prusocina był sędzia Pistolkars przy udziale p.Lanca, p.Smirnowa i p.Stefpanowa. W tym przypadku autor artykuł zagłębił się w całość przyczyn , które doprowadziły do tragedii.

Od lat sześćdziesiątych XIX wieku toczył się spór o pastwisko Biele pomiędzy stronami. Komisarz Włościański w roku 1874 rozstrzygnął wydając werdykt na korzyść majątku Strzegowo. Mimo niezadowolenia i protestów chłopów z Prusocina dwa lata później decyzja Komisarza została zatwierdzona przez Komisję Gubernialną w Płocku i uprawomocnił się.

Konflikt nadal trwał i czarne chmury zbierały się nad sprawą. Włościanie ponownie rozpoczęli zabiegi w 1890 roku lecz ku im zdziwieniu w dniu 30 czerwca komisarz pow. Mławskiego ogłosił ,ze na łące Biele pastwisko im nie służy. Po wyjeździe rozjemcy gospodarze z Prusocina zebrali się w miejscowej karczmie gdzie w gwarze podjęto decyzje o wypędzeniu inwentarza w dniu następnym na sporne pastwisko następnego dnia. Był to przełom. W dniu 01.07.1890 roku rozegrał się dramat. Zwierzęta tak jak zapowiedziano wcześniej zostały wypędzone na Biele , o czym Ryszardowie Benke doniosła służba dworska. Krewki dziedzic rozkazał piętnastu robotnikom chwycić za bat i siłą zająć inwentarz, który czynił szkodę na jego dobrach. Przepędzono wiec bydło na łąki dworskie  w celu przeliczenia sztuk i dokonania spisu. Tam pojawili się włościanie, którzy wdali się w utarczki słowne i zaiskrzyło doszło do rękoczynów i nie tylko. Z roztrzaskaną głowa pada Paweł Dąbek, rękę traci Magierski. Na placu bójki pojawił się Benke , który jak podaje relacja został zaatakowany i uderzony w głowę orczykiem, skrwawiony wystrzelił dwukrotnie z dubeltówki(Tym razem pojawia się dubeltówka zamiast rewolweru)Strzelający za pomocą kij został powalony na ziemię i ciężko pobity. Wyniku ostrzału zabity na miejscu został Jakub Fryzowski.

Zajście na łąkach w Prusocinie wywołało natychmiastowe śledztwo sądowe, gdzie oskarżono o udział w bójce i spowodowanie śmierci  Jakuba Fryzowskiego. Oprócz Ryszarda Benke w stan oskarżenia postawiono 20 tu  włościan z Prusocina. Właściciel majątku Strzegowo w czasie śledztwa i procesu przyznał się do użycia broni palnej jednak jego zamiarem była obrona konieczna w momencie zagrożenia zdrowia i życia. Utrzymywał w zeznaniach także ,że hasło do bójki dali chłopi.

Odmiennie sprawę przedstawiali włościanie.

Sad Okręgowy w Płocku  rozpatrzył sprawę i wydał wyrok. Ryszard Benke został skazany za przekroczenie granicy obrony koniecznej co skutkowało śmiercią Jakuba Fryzowskiego na 6 miesięcy więzienia, pokute kościelną i 3000 Rs. Na rzecz wdowy po zabitym.

Na 3 miesiące więzienia skazano: Macieja Gralewicza, Józefa Gralewicza, Józefa kowalskiego, Adama Matuszewskiego i Stanisława Łabędzkiego. Wobec Józefa Ambrożego wydano wyrok 1,5 miesiąca aresztu policyjnego, a Jana Gralewicza na 2 tygodnie tegoż.

Werdykt powyższy został przez wszystkich zaskarżony do II Instancji przez wszystkich skazanych. W skutek skarg apelacyjnych sprawa została skierowana do Izby Sądowej, która nie zalawszy uchybień w procesie utrzymała rozstrzygnięcie w mocy.

Wydawało się ,że to koniec sprawy i tu zaskoczenie ,, Kurier warszawski: w listopadzie 1893 roku donosi na swoich łamach o skardze kasacyjnej jaka w imieniu Ryszarda Benke do Senatu wniósł jego obrońca mec. Pepłowski. Wyrok Departamentu I został uchylony i sprawa trafiła do rozpatrzenia ponownego przed Departamentem II. Proces ruszył od nowa z tym tylko, że płomienne mowy broniące głosił wyżej wspomniany adwokat zatrudniony przez rodzinę oskarżonego. Wywodach swoich zręczny Obrońca wykazywał , że granica obrony nie została przekroczona , a śmierć Fryzowskiego nastąpiło bez woli oskarżonego.

 

Izba Sądowa Benkego Uniewinniła !!!

Pozostałym uczestnikom wydarzeń i procesu wyroki pierwszej instancji Utrzymano!!!

 

Toczący się jednak proces i koszty z nim związane zmusiły  Ryszarda Benke do sprzedaży  majątku Strzegowo w lipcu 1893 roku Abramowi Rozenowi i kilku mniejszym udziałowcom. Rodzina Benke posiadała w Strzegowie nadal nieruchomości  min. młyn, który wyniku pożaru w kwietniu 1896 roku spłonął doszczętnie. Straty poniósł właściciel-  Paweł Benke.

 

 

 

 

 

 

 

 

W opracowaniu wykorzystałem materiały z poniższych tytułów:

 

  1. ,, Czas” Nr 192 z 22 sierpnia 1890  roku , Kraków
  2. ,, Kurier Warszawski”Nr.359 z 17 grudnia 1892 roku Warszawa ,
  3. ,, Kurierze Warszawskim” Nr 264 . z  30 grudnia 1892 roku ,Warszawa
  4. ,, Kurier warszawski. Dodatek Poranny” Nr. 333 z 20 listopada 1893 roku, Warszawa

Pielgrzymki do Częstochowy

Pielgrzymki  do Częstochowy

Pielgrzymka do Częstochowy

1/ IX – 5/ IX 1931 r. Pielgrzymka do Częstochowy

      Z racji przeniesienia nabożeństwa do nowego kościoła, które ma się odbyć w październiku , postanowiłem odbyć pielgrzymkę do Częstochowy, aby parafia radzanowska przez swych przedstawicieli w ilości 70 osób, złożyła podziękowania Królowej Korony Polskiej za dokonanie tego wielkiego dzieła. W procesji uroczystej cała parafia odprowadziła pątników do figury przy końcu ulicy Raciążskiej będącej – tam pożegnałem  w imieniu parafian pątników, powierzyłem parafię opiece Bożej, wraz z pątnikami wyruszyłem do Raciąża. Raciążanie przyjęli nas nadzwyczaj gościnnie  , podzielili między siebie pątników, a chcąc okazać swoja gościnność , oddawali swoje posłanie, sami lokując się na podłodze. Byliśmy wieczorem na przedstawieniu ,,Bernadetta”. Wczesnym rankiem wyruszyliśmy do Warszawy , a później do Częstochowy. Mieliśmy zarezerwowane wygodne przedziały, gdzie pątnicy się rozlokowali      i przy śpiewie pobożnych pieśni  upływały kilometry – zbliżaliśmy się do Częstochowy. Pątnicy płakali gdy na horyzoncie pokazała się wieża jasnogórska .Przybyliśmy o godzinie 5 tej popołudniu – po umyciu się i złożeniu bagaży, wyruszyliśmy do klasztoru Jasnogórskiego . Trudno opisać to, co odczuwało serce, trudno opisać te łzy, które w ukryciu roniono, łzy radości dziecka, witającego , po długiej rozłące , swoją Matkę. Na modlitwach , zwiedzaniu klasztoru, skarbca oraz uczestnictwu w przedstawieniu kinematograficznym ,, Golgota”, odwiedzeniu kościoła św. Barbary  i cudownego źródła upłynęły dni przeznaczone na pobyt w Częstochowie. Z żalem i płaczem wielkim żegnano klasztor – pątnicy w szyku pochodowym  przy śpiewie ,, Serdeczna Matko” opuściliśmy Częstochowę wieczornym pociągiem , a na godzinę 8 mą stanęliśmy w Radzanowie. Procesja oczekiwała na nas. Tłumy ludzi zebrały się  na przywitanie. W procesji  uroczystej przybyliśmy do kościoła, odprawiłem Mszę Św., a uroczyste błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem zakończyło nasza pierwsza pielgrzymkę do Częstochowy.

 3/IX – 7/IX 1932 r. Druga pielgrzymka do Częstochowy  

     W […] chęci moich parafian odkrycia pielgrzymki do Częstochowy , poszedłem im na rękę i pielgrzymkę takowa ogłosiłem. Zebrało się 63 osoby i ta sama droga i w takim również nastroju przybyliśmy do Częstochowy. Niespodzianka przykra dla nas była kradzież , której dokonali złodziej warszawscy na jednym z członków pielgrzymki, parafianie [….]mej parafianki, Janowej Janiszewskiej z Radzanowa. Precyzyjnie wycięto kieszeń, zabrano weksle i gotówki 400 zł. Chcieli również okraść , mieszkańca Trzcińca Piotra Szczepańskiego ,lecz tylko przeciąwszy kieszeń […] chustkę do nosa, okulary, szczęściem w tej kieszeni pieniędzy nie było. Nie będę opisywał  stanu , jaki przezywaliśmy, nie będę opisywał spędzenia czasu w Częstochowie , bo mniej więcej powtarzałbym opis z roku poprzedniego , zaznaczę tylko , że 4 ro dniowy pobyt w Częstochowie okazał się zbyt krótkim, zapomniało się o domu, o obowiązkach , pragnęlibyśmy pozostać jak najdłużej Powróciliśmy do Radzanowa nocą.

10/IX – 16/IX 1933 . Pielgrzymka do Częstochowy

       Z racji uroczystości związanych z dążeniem całego naszego społeczeństwa do kanonizacji świętobliwej Królowej Jadwigi , Instytut Diecezjalny Akcji Katolickiej proklamował pielgrzymkę do Częstochowy pod patronatem  Najdostojniejszego Arcypasterza Antoniego Nowowiejskiego. Z naszej parafii wybrało się również kilkadziesiąt osób, ja jednakowoż pozostałem w domu, wiedziałem że moi parafianie maja opiekę zapewniona, gdyż kilkudziesięciu Księzy z naszej diecezji towarzyszy pielgrzymom do Częstochowy. Z radością w sercu, pokrzepieni na duchu powrócili do domów swoich, opowiadając szeroko o uroczystościach, jakich byli świadkami oraz o tem co przeżywali w ciągu dni pobytu przed ołtarzem Częstochowskiej Pani.

WINCENTY JAKUBIAK – WIĘZIEŃ NIEMIECKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO STUTTHOF

WINCENTY JAKUBIAK – WIĘZIEŃ NIEMIECKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO STUTTHOF

   Na Pomniku Poległych w czasie wojny, znajdującym się na radzanowskim cmentarzu parafialnym znajduje się nazwisko młodego człowieka, Wincentego Jakubiaka, zamordowanego w 1945 roku. W chwili śmierci miał 20 lat.

 

jakubiak_wincenty1

 

Adam Wincenty Jakubiak (1925-1945).

  Adam Wincenty Jakubiak (powszechnie używano drugiego imienia) urodził się 2 kwietnia 1925 roku w Radzanowie w rodzinie Franciszka Jakubiaka i Julianny Walentyny z domu Ryńskiej. W 1932 roku rozpoczął naukę w szkole powszechnej. Był „ułożonym” dzieckiem, skoro w czerwcu 1933 roku, podczas zlotu SMPM w Radzanowie wraz z Szymonem Śniegockim wręczał kwiatki staroście mławskiemu. Uczył się dobrze, a będąc w starszych klasach uczył w domu młodszych braci – Stanisława i Jana. Miał jeszcze najmłodszą siostrę Józefę. W 1939 roku ukończył siedem klas szkoły powszechnej i zamierzał kontynuować naukę w szkole morskiej w Gdyni. Rodzice obstalowali mu odpowiedni mundurek szkolny, który w sierpniu był gotowy.

Był wysokim, zdolnym i pracowitym młodym człowiekiem.

Plany przerwał wybuch wojny z Niemcami. Wicek pozostał w Radzanowie i pomagał rodzicom w gospodarstwie. Należy dodać, że rodzina Jakubiaków, zamieszkująca na rogu ulicy Floriańskiej i Sienkiewicza (dom istnieje obecnie pod adresem Floriańska 9) zmuszona została do jego opuszczenia i tułała się po różnych mieszkaniach. Najdłużej mieszkali u Oziemkowskich (od strony Witkowskich), w miejscu, gdzie była przed wojną klasa szkolna. Ich dom zajął Niemiec o nazwisku Ransz, który prowadził w Rynku sklepik. Podobno płacił jakieś grosze „za wynajem”.

   W okresie okupacji rolnicy posiadający konie z zaprzęgiem zmuszani byli wykonywać podwody Niemcom oraz inne podwózki z ich polecenia, oczywiście bezpłatnie. W lipcu 1944 roku przyszli do Franciszka Jakubiaka, aby nazajutrz podstawił podwodę dla zawiezienia córek leśnika, Niemca mieszkającego w ul. Raciążskiej, do Strzegowa. Ponieważ Wicek był już dorosły, ojciec zgodził się, aby on pojechał. Tak się też stało. Kiedy wracali z powrotem, Niemki stwierdziły, że piękne jest zboże i będą dobre plony. Podobno Wicek miał się odezwać „nie wiadomo, kto je będzie jadł”. Ta niefortunna wypowiedź młodego chłopaka zapoczątkowała tragedię. Następnego dnia pojawił się żandarm, który chciał aresztować  Wicka. Nie zastał go w domu. Przez jakiś czas chłopak się ukrywał, jednak pewnego dnia – wpadł. Został zabrany na posterunek policji w Radzanowie i umieszczony w więzieniu, które znajdowało się niedaleko plebanii obok szubienicy zbudowanej przez Niemców. Po przesłuchaniu wraz z pobiciem, kilka dni potem widziały matka i siostra, jak bryczką wraz z jeszcze jednym więźniem, wywieziony został do więzienia gestapo w Mławie. Matka kilka razy jeździła z paczkami i dzięki przekupieniu wartowników odbierała od niego wiadomości. Oskarżony był o działalność podziemną. Główne pytanie było „skąd wie o tym, że Niemcy przegrają wojnę z Ruskimi”. Wielokrotnie był straszliwie bity. Po zakończeniu śledztwa osadzony został jako więzień polityczny 27 października 1944 r. w obozie koncentracyjnym Stutthof (lista więźniów na www.straty.pl). Otrzymał numer obozowy 98 984.

   W styczniu 1945 r. Niemcy podjęli decyzję o ewakuacji obozu. 25 stycznia 1945 r. po apelu na trasę ewakuacji wyszło 7 kolumn, liczących od 1100 do 1600 więźniów. Dalsze dwie kolumny opuściły obóz 26 stycznia 1945 r. Celem docelowym więźniów stały się niemieckie obozy służby pracy (RAD), rozmieszczone w kilku miejscowościach w pobliżu Lęborka. Do marca 1945 r. więźniowie przebywali w obozach ewakuacyjnych, gdzie głód i choroby ich dziesiątkowały. Po ewakuacji lądowej na terenie KL Stutthof pozostało ponad 12 000 więźniów, z których do 23 kwietnia 1945 r. przeżyło zaledwie 4508 więźniów. Przez cały czas na terenie obozu panowała epidemia tyfusu. Jednocześnie przygotowywano się do drugiej ewakuacji drogą morską, co nastąpiło w dniach 25 i 27 kwietnia 1945 r. Więźniowie załadowani do barek w Mikoszewie u ujścia Wisły, poprzez przeładunek na Helu holowani byli w kierunku Zatoki Lubeckiej. Zostali zbombardowani i zatopieni. W dniu 9 maja 1945 r., w chwili wyzwolenia obozu, znajdowało się już jedynie około 140 więźniów oraz grupa ponad 20 000 cywilnych pochodzących z Prus Wschodnich. Ogólnie, z liczby około 110 000 więźniów około 24 600 przeniesiono do innych obozów koncentracyjnych. W wyniku zastosowania bezpośrednich metod uśmiercania więźniów, jak również w wyniku wytworzonych ekstremalnych warunków bytowych, chorób, braku opieki lekarskiej oraz ciężkiej pracy, zwłaszcza w podobozach, a także w wyniku ewakuacji obozu liczbę ofiar obozu koncentracyjnego Stutthof szacuje się na około 63 000 do 65 000. Około 23 000 zmarłych więźniów to ofiary obu ewakuacji KL Stutthof.

Jedną z ofiar niemieckiego obozu koncentracyjnego Stutthof jest Adam Wincenty Jakubiak z Radzanowa.

Pani Józefie Nadratowskiej za udostępnienie zdjęć i informacji o swoim bracie serdecznie dziękuje autor opracowania.

W.P.

ZESPÓŁ MUZYCZNY JANA CHORZEWSKIEGO

ZESPÓŁ MUZYCZNY JANA CHORZEWSKIEGO

 

Starsi mieszkańcy Radzanowa pamiętają popularny w latach powojennych zespół muzyczny, mówiono też – kapela lub orkiestra, prowadzony przez Jana Chorzewskiego z Bieżunia. Często na balach sylwestrowych lub zabawach , a najczęściej na weselach, „Chorzewiacy” grali do tańca. A grali świetnie i kolejki do ich zaangażowania ustawiały się na długo przed każdą imprezą. Najczęściej zespół, bo taka klasyfikacja wydaje się najbardziej właściwa, składał się z pięciu muzykantów. Liderem zespołu, jak wspomniałem, był Jan Chorzewski, który grał na skrzypcach. Obecnie, z ostatniego składu zespołu pozostał już tylko jeden żyjący w naszej Parafii muzykant – Bogumił Czarnecki (ur. 1936 r.).

W naszej notatce chcemy przypomnieć, a młodszym opowiedzieć o tym zespole muzycznym, dostarczającym wielu wzruszeń i radości m.in. i mieszkańcom Radzanowa. Być może ta notatka zainspiruje badaczy historii Bieżunia do dokładniejszego opracowania.

Jan Chorzewski urodził się 31 (według kalendarza juliańskiego – 18-go) sierpnia 1901 roku w Bieżuniu (akt urodzenia – fot 1) z ojca Jakuba i Aleksandry z Osieckich. Rodzice posiadali niewielkie gospodarstwo wiejskie, 3 krowy, konia i łąkę.

  chorzewski

Fot. 1. Akt urodzenia Jana Chorzewskiego nr 181/1910 (Archiwum Państwowe, Mława).

  Miał nieprzeciętne zdolności muzyczne i słuch. Jeszcze przed wybuchem I wojny światowej był w Bieżuniu żydowski zespół muzyczny z Mławy. Wiadomo, że głównymi muzykami takich zespołów byli skrzypek i klarnecista. Młody „Janko muzykant” przysłuchiwał się i przyglądał. Zafascynowały go skrzypce, podobnie jak bohatera opowiadania Marii Konopnickiej.

  W okresie międzywojennym rozpoczął naukę gry na skrzypcach w okolicznościach mało znanych. Wiadomo, że dr Wolski, osoba wielce zasłużona dla Bieżunia, organizował spotkania i proszone wieczorki towarzyskie dla bogatszych mieszkańców i właścicieli ziemskich. Na tych spotkaniach i rautach przygrywała na fortepianie niejaka Oleksówna, organista Skubiszewski, czy też były oficer z armii carskiej, klarnecista z Drobina – niejaki Kłos. Z czasem do tego grona włączony został Jan Chorzewski. Kiedy jego umiejętności rozwinęły się wystarczająco dobrze, założył zespół muzyczny, w którym znaleźli się inni muzycy, jak Kazimierz Welenc – klarnecista, niejaki Gizler – harmonista spod Krzeczanowa i inni. Zespół stawał się coraz bardziej popularny na terenie Bieżunia i okolicznych miejscowości. Kierownik zespołu, dla uatrakcyjnienia programu muzycznego, wykonywał na skrzypcach utwory solowe, niczym wirtuoz koncertowy.  Zaczęto zdobywać coraz szerszą klientelę. Podczas niemieckiej okupacji, zespół zmuszany był także do grywania na zabawach i balach organizowanych przez Niemców.

  Po wojnie skład zespołu zmieniał się wielokrotnie, jednak cały czas prowadził go Jan Chorzewski. Można wymienić niejakiego Krzesia, który grał na trąbce, przez pewien czas na akordeonie grał Józef, najstarszy syn Jana Chorzewskiego. W 1958 roku przyszedł do zespołu Bogumił Czarnecki, gdzie grał wcześniej jego brat – Jan. W latach 60-tych XX wieku zespół składał się z następujących muzykantów (fot. 2):

 zespol_chorzewskiego_a

Fot. 2. Od lewej: Jan Chorzewski – skrzypce, Jan Czarnecki – saksofon, Bogumił Czarnecki – saksofon, Adam Zybert – akordeon, Henryk Skowroński – perkusja (bęben). Fot. z lat 60-tych, własność B. Czarneckiego.

   Spośród innych aktywności Jana Chorzewskiego można wymienić jeszcze: prowadzenie gospodarstwa po rodzicach (wiele obowiązków gospodarskich podczas nieobecności musiała wykonywać żona), posiadał kaszarnię i wypalał kaszę gryczaną, prowadził orkiestrę strażacką w Bieżuniu, prowadził szkolny zespół mandolinistów w Bieżuniu i w innych miejscowościach, m.in. w Trzaskach. (Mandolina ma taki sam układ strun co skrzypce i różni się tylko tym, że struny są podwójne co umożliwia tzw. piórkowanie).

   Był trzykrotnie żonaty. Z pierwszą żoną, zmarłą krótko po wojnie, miał syna – wspomnianego Józefa, który  wyjechał do Wrocławia oraz cztery córki: Alicję, Krystynę, Franciszkę i Janinę. Z drugą żoną miał najmłodszego syna – Antoniego. Niestety, żadne z dzieci Chorzewskich nie mieszka w Bieżuniu. Dom i gospodarstwo zostały sprzedane.

  Jan Chorzewski był nałogowym palaczem. Bywało, że wypalał 3 paczki papierosów dziennie. Często zdarzało się, że wypalił kieszeń w marynarce, albo dziurę w rękawie płaszcza. Ta słabość doprowadziła go do nowotworu płuc, co było przyczyną jego śmierci w dniu 25 czerwca 1973 roku. Pochowany jest w Bieżuniu na Cmentarzy Parafialnym (fot. 3).

 chorzewski_grob

Fot. 3. Grób Jana Chorzewskiego na bieżuńskim cmentarzu (widok współczesny).

   Po śmierci lidera zespołu, przez pewien czas pozostali muzykanci kontynuowali działalność muzyczną i grywali na różnych uroczystościach. W lipcu 1975 roku grali na weselu w Radzanowie (ślub mojej siostry – fot. 4), a przy rozjeżdżaniu się gości weselnych – zagrali kilka „kawałków” na radzanowskim rynku. Niektórzy tańczyli na rynku.

zdjecie_z_wesela 

Fot. 4. Na weselu w Radzanowie, 1975 rok.

  Na zakończenie naszej opowieści pragniemy złożyć wyrazy podziękowania Panu Bogumiłowi Czarneckiemu za udostępnienie zdjęcia zespołu i przekazanie wielu wiadomości i szczegółów dotyczących Jana Chorzewskiego. Zgodził się także na zamieszczenie swojego aktualnego zdjęcia, co czynimy z przyjemnością (fot. 5).

 czarnecki_bog

Fot. 5. Ostatni co tak pięknie grał, Bogumił Czarnecki (zdjęcie wykonane 16 sierpnia 2017 roku).

W.P.

ŚMIERĆ HENRYKA PIETRZYKA – ŻOŁNIERZA WYKLĘTEGO

ŚMIERĆ HENRYKA PIETRZYKA – ŻOŁNIERZA WYKLĘTEGO

Pietrzyk

    Po zakończeniu działań zbrojnych  w maju 1945 r. nastała  kolejna okupacja. Tym razem – sowiecka, wspomagana przez rodzimych,, towarzyszy”. Nowy okupant bezlitośnie niszczył szczątki polskiej niezależności państwowej. Wielu młodych ludzi nie godziło się z komunistycznym reżimem i podejmowało walkę o wolną Polskę.

    Na terenie Północnego Mazowsza, w tym na terenie powiatu mławskiego, działał samodzielny oddział partyzancki Ruchu Oporu Armii Krajowej [ROAK], utworzony pod dowództwem Zygmunta Rychcika. Losy osobiste  Rychcika są znane, dzięki książce Ryszarda Juszkiewicza, Ziemia mławska w latach 1945-1953 (walka o wolność i suwerenność), wyd. Mława 2002. W oddziale partyzanckim Rychcika znaleźli się także młodzi ludzie z Radzanowa, m.in. Henryk Pietrzyk, ps. „Lizup”.

Na str. 128 wspomnianej książki znajduje się informacja:

,,25 X około godz. 23.00 podczas starcia partyzantów z grupą operacyjną PUBP oraz KPMO w okolicy Radzanowa, zginął Henryk Pietrzak, zastępca dowódcy oddziału”.     

  Niestety, ta informacja nie odpowiada rzeczywistości. Postaramy się przedstawić wspomnienie jednego z mieszkańców Radzanowa o tym wydarzeniu, uzupełniając je nieco szerszymi informacjami o samym zabitym partyzancie.

    Henryk Pietrzyk (nie Pietrzak), urodził się w rodzinie Wincentego i Józefy 25 października 1921 roku w Radzanowie. Rodzina mieszkała w nieistniejącym obecnie domu przy ulicy Floriańskiej, pomiędzy działkami Zdunkiewiczów i Śliwińskich. Nie posiadali gruntów uprawnych. Trudnili się pracą najemną, wyrobniczą, należąc do biedniejszej części społeczności radzanowskiej. Posiadał siostrę. Henryk podejmował się różnych prac, pomagając czy to w gospodarstwie, czy przy remontach budynków gospodarczych. Był dość zaradny, potrafił załatwić np. drzewo na wymianę dachu na oborze u Oziemkowskich, mieszkających niedaleko. Pomagał także w innych pracach w gospodarstwie. Podobno sympatyzował z ich córką, mówiono, że z wzajemnością. Był dobrym i spokojnym człowiekiem. Po przejściu frontu powołany został do wojska „polskiego”. Po kilku miesiącach, kiedy przekonał się, że wojsko to ma niewiele wspólnego z Polską, zdezerterował. W międzyczasie jego sympatia wyszła za mąż za innego. Dalsza jego działalność przebiegała podobnie, jak Zygmunta Rychcika, do oddziału którego przystał. Został zaprzysiężony, posługiwał się pseudonimem „Lizup”. Uczestniczył we wszystkich akcjach oddziału. Aż do pamiętnego wieczora 22 października 1946 roku (nie 26). Wtedy to, wraz ze swoim dowódcą znalazł się w Radzanowie. Zygmunt Rychcik odwiedził swoją narzeczoną, Krystynę Śliwińską, mieszkającą z rodzicami (obecnie ul. Floriańska 2), a Henryk Pietrzyk – Danutę Antoszewską, panienkę, mieszkającą przy Rynku (obecnie numer 24) razem z bratem, członkiem PPR. Gdy Henryk Pietrzyk przyszedł, brat Danusi wymknął się i zawiadomił o tym milicjantów na posterunku, mieszczącym się wówczas w kamienicy Dworakowskich. Ci niezwłocznie powiadomili KP UB w Mławie i na Pietrzyka zastawiono pułapkę. Milicjanci i UB-owcy zaczaili się we wjeździe pomiędzy domami Ludwika Śliwińskiego i Zieleniewskich. Zaś sam Antoszewski zapukał do pokoju siostry i zakomunikował, że Zygmunt Rychcik polecił, aby Pietrzyk udał się do niego. Gdy ten szedł przez Rynek, został zatrzymany „stój, kto idzie”. Zaskoczony zatrzymaniem, nie rozpoznał kto go zatrzymuje i odpowiedział „ nie poznajesz, to ja, Heniek”. W tym momencie rozległy się strzały. Podanie imienia było niefortunne, bo upewniło milicjantów, że mają właściwego człowieka. W akcie zgonu podano, że śmierć nastąpiła o godzinie 22.30. Za trzy dni miałby 25 lat.

   W środę, następnego dnia, skoro świt, Franciszek Kwiatkowski z synem, wybrali się do Bieżunia w celu sprzedaży świniaków (w Radzanowie jeszcze skup nie funkcjonował) i przejeżdżali obok posterunku. Widzieli, jak milicjanci wlekli za nogi po ulicy zabitego żołnierza. Dopiero po powrocie z targu dowiedzieli się, kto to był.

   Zwłoki zastrzelonego partyzanta zostały zabrane do Mławy i dotychczas nie wiadomo, gdzie zostały pochowane. Henryk Pietrzyk wymieniony jest wśród zamordowanych i zmarłych w okresie 1939-1956 na Pomniku Poległych na naszym cmentarzu parafialnym.

 

 Denuncjator wyprowadził się z Radzanowa.

W.P.

HISTORIA JEDNEJ RADZANOWSKIEJ RODZINY

O HISTORII JEDNEJ RADZANOWSKIEJ RODZINY ŻYDOWSKIEJ

  W historii Radzanowa nie sposób ominąć faktu, że w tym miasteczku, a później w osadzie miejskiej, zamieszkiwała do 1941 roku dość liczna społeczność żydowska. W przeciwieństwie do innych miast,  nie było tutaj żadnych pogromów, chyba dlatego, że zarówno Polakom, jak i Żydom, wiodło się tutaj bardzo skromnie. Istniał jedynie drobny przemysł – jakieś dwie hamernie, wytapiające półprodukt do produkcji żelaza , kilka wiatraków. Funkcjonowały drobne rodzinne warsztaty rzemieślnicze  – szewcy, krawcy, piekarze oraz drobny handel. Teren wybitnie rolniczy, gdzie gleby przeważnie klasy czwartej i dalszej. Tak więc, nikomu się „nie przelewało”.

Ojciec mój, urodzony w 1911 roku w Radzanowie, często wspominał swoje dzieciństwo i relacje pomiędzy rówieśnikami, w tym, z żydowskimi. Dzieci nie mają zahamowań i łatwo między sobą nawiązują kontakty. Wspominał, jak razem z chłopakami żydowskimi płatali figle dorosłym. Wielokrotnie inspiracja pochodziła właśnie od nich. Wspominał, że kolegował się z „Mydganiakami”. Jedna historia utkwiła mi w pamięci, jaką opowiadał. Pomysł jednej z psot podsunęli właśnie oni. Otóż w religii mojżeszowej, w czasie szabatu (od wieczora w piątek do zachodu słońca w sobotę) żaden wierzący Żyd nie może wykonywać pracy fizycznej. Ma się oddawać medytacjom i modlitwie w bóżnicy. Dzieciaki wpadły na pomysł zabicia gwoździami drzwi synagogi tuż przed zachodem słońca w piątek. Rozumowanie było dość proste. Ponieważ Żydzi nie mogą wykonać żadnej pracy fizycznej, a muszą uczestniczyć w nabożeństwach szabasowych, będą musieli zwrócić się do „gojów”, aby im bóżnicę otworzyli. No i naturalnie będzie okazja zarobku dla stolarza, który może zażądać odpowiedniej kwoty. Tak się też stało.  O innej historii z kiełbasą wieprzową już kiedyś pisałem.

Chciałbym krótko opisać losy radzanowskiej rodziny Mordechaja Abrahama Mydganga, krawca. Nazwisko to pisane jest w różny sposób: Midgang, Mitgang lub Mittgang. Należy zaznaczyć, że wśród Żydów generalnie używane było według naszej tradycji drugie imię, traktowane przez nich jako pierwsze (imiona czytane w odwrotnej kolejności). Abram Mydgang wynajmował drewniany dom stojący na rogu Rynku i ulicy Raciążskiej w miejscu, gdzie obecnie znajduje się pawilon „Delikatesy”. Trudno mi powiedzieć, kto był właścicielem posesji . Faktem jest, że był to dom dość obszerny (pamiętam ruiny tego domu, rozebranego na początku lat sześćdziesiątych, gdy GS „Samopomoc Chłopska” podjęła budowę pawilonu handlowego). Zakład krawiecki zajmował dużą przestronną izbę, w której znajdywała się lada z materiałami. Mydgang cieszył się dużym uznaniem, a zamawiali u niego garnitury nawet właściciele okolicznych folwarków. Mój teść pamięta, że właśnie tu rodzice uszyli mu mundurek do I Komunii Świętej. Żoną jego była Sura (Sara) Ryfka, kobieta wykształcona, która przewodziła grupie radzanowskich żydówek. Mydgangowie mieli ośmioro dzieci. Bodajże najstarszą, urodzoną w 1909 roku, była Miriam Szindele, która w 1937 roku wyszła za mąż za Hersza Mendla Abramowicza. Był on także krawcem, i jak się wydaje, uczył się fachu krawieckiego właśnie u Abrahama Mydganga. Ponieważ teść był wziętym krawcem i rodzinie powodziło się dobrze, sfinansował budowę domu młodym małżonkom. Co prawda nie był to wielki obiekt, ale domek murowany, stojący dotychczas w sąsiedztwie synagogi. Abramowicz, zwany powszechnie wśród Polaków „Arunkiem”, nie miał już takiego wzięcia jak jego teść, ale także rodzinie wiodło się dobrze.

No i nadeszła II wojna światowa, a wraz z nią – zagłada narodu żydowskiego. Według opublikowanej listy ofiar wojennych Żydów radzanowskich, co najmniej 253 osoby straciły życie. 28 listopada 1941 roku Żydzi wywiezieni zostali furmankami do getta w Mławie. Tam jeden z synów – Josef  Joszua został zamordowany 17 czerwca 1942 roku w grupie 50 Żydów rozstrzelanych przez Niemców. W listopadzie 1942 roku getto mławskie zostało zlikwidowane. Starzy, chorzy i dzieci wywiezieni zostali do Treblinki, a pozostali – do Auschwitz. W listopadzie zamordowana została w Auschwitz Szindele Abramowicz. Świadkiem jej śmierci był brat – Zelman Solomon (Sol) Mitgang (urodzony w 1920 r.), który po wojnie złożył świadectwo jej śmierci do Yad Vashem. W obozie zginęli także oboje rodzice, syn Jakob Lejb i córka Estera Malka. Dwóch synów, w tym Sol – przeżyło obóz. Po zakończeniu wojny wyjechali do Stanów Zjednoczonych.

 yad_vashem1

Fot. 1. Świadectwo zgonu Miriam Szindele Mitgang, poświadczone przez jej brata.

Ważnych informacji dotyczących okresu wojny i pobytu w obozie koncentracyjnym dostarczył mój wujek, Konstanty Jankowski (urodzony w 1904 roku), aresztowany przez policję Kripo w Radzanowie w dniu 25 czerwca 1942 roku. Po pobycie w kilku więzieniach i obozach pracy, m.in. w kopalni bursztynu w Palmnicken (Prusy Wschodnie), wywieziony był do obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Do obozu przywieziony został 9 sierpnia 1943 roku jako więzień polityczny. Tam, aby przeżyć, zgłaszał się do różnych prac; a to jako cieśla, a to murarz, czy dekarz. Był tzw. „złotą rączką”. Dzięki temu mógł liczyć na dodatkową kromkę chleba, cebulę, czy papierosa. A to pomagało przeżyć. Tak się złożyło, jak wspominał, że pracował z nim Mendel Abramowicz – Arunek. 15 sierpnia 1944 roku, wobec ewakuacji KL Auschwitz, przewieziony został do Buchenwaldu. Pracował w Kommando Dora, a od 1 listopada 1944 r. – w KL Mittelbau w Kommando Klein-Bodungen. Wyzwolenia przez Brytyjczyków doczekał 15 kwietnia 1945 r. Po wyzwoleniu obozu przebywał przez cztery miesiące w szpitalu-obozie w Bergen-Belsen dla nabrania sił i podratowania zdrowia . W tym momencie ważna jest informacja, że już po wyzwoleniu z obozu spotkał, jak się wyraził, Mydganiaków. Wyraźnie mówił – w liczbie mnogiej. Czyli mogło być ich przynajmniej dwóch. Oświadczyli oni, że nie wrócą już do Radzanowa i zamierzają wyjechać do USA. Namawiali go, aby jechał z nimi. Wspominany już Sol Mitgang podał, że z Buchenwaldu wywieziony był do getta w Teresinie i wyzwolony był przez wojska sowieckie. Piekło obozowe przeżył także Abramowicz.

Wujek, po wyzwoleniu z obozu i przebyciu czteromiesięcznej kwarantanny w szpitalu, wrócił do Radzanowa we wrześniu. Wkrótce po tym, przyjechał do Radzanowa także Abramowicz. Odwiedził współtowarzysza obozowego. Przyjechał, jak twierdził wujek, uporządkować sprawy własnościowe i planował wyjechać do Palestyny. Namawiał swojego kolegę z obozu, aby kupił działkę z domkiem przy bóżnicy. Ten jednak odmówił. Arunek przenocował u Jankowskich, a wczesnym rankiem następnego dnia oznajmił, że zanim wyjedzie do Mławy porannym „autobusem” (była to ciężarówka dowożąca robotników i odjeżdżała o godz. 5.45), …….. Obiecał , że napisze list do „Kostka” po przyjeździe do Palestyny. To było ostatnie ich spotkanie. Żaden list od niego jednak nie przyszedł.

  Warto dodać, że w zeszłym roku podczas spotkania „Otwórzmy drzwi synagogi” przyjechał do nas potomek Żydów radzanowskich, dr Norman Ravvin, który przedstawił losy swoich przodków oraz fragment wywiadu Zelmana Solomona Mitganga o losach rodziny w okresie międzywojennym. 

Rambam-Mr.-Sol-Mitgang 

Fot. 2. Zelman Solomon Mitgang pokazujący numer obozowy z Auschwitz, zdjęcie wykonane w grudniu 2015 roku.

 

Waldemar Piotrowski

Radzanów na łamach starej prasy 10. List gończy

Radzanów na łamach starej prasy 10. List gończy

W kolejnej części cyklu Radzanów na łamach starej prasy przytaczam informacje z Gazety warszawskiej , która zamieściła w dniu 2 września 1829 roku List gończy Sądu Policji Poprawczej Wydziału Łęczyckiego w sprawie Nachyma.

list go 1

List go

Radzanów na łamach starej prasy 9.Opis Radzanowa i okolic z roku 1897

Radzanów na łamach starej prasy 9.Opis Radzanowa i okolic z roku 1897

W tej części przytaczam państwu opis Radzanowa i okolic z października 1897 roku jaki został przedstawiony na łamach Gazety Świątecznej wydawanej w Warszawie. Autorem tekstu jest mieszkaniec miasteczka nad Wkrą co potwierdza poprzez podpisanie tekstu Radzanowiak.

opis9

Opisopis1opis2opis3opis4opis5opis6opis6 opis7opis8