ŚMIERĆ HENRYKA PIETRZYKA – ŻOŁNIERZA WYKLĘTEGO

ŚMIERĆ HENRYKA PIETRZYKA – ŻOŁNIERZA WYKLĘTEGO

Pietrzyk

    Po zakończeniu działań zbrojnych  w maju 1945 r. nastała  kolejna okupacja. Tym razem – sowiecka, wspomagana przez rodzimych,, towarzyszy”. Nowy okupant bezlitośnie niszczył szczątki polskiej niezależności państwowej. Wielu młodych ludzi nie godziło się z komunistycznym reżimem i podejmowało walkę o wolną Polskę.

    Na terenie Północnego Mazowsza, w tym na terenie powiatu mławskiego, działał samodzielny oddział partyzancki Ruchu Oporu Armii Krajowej [ROAK], utworzony pod dowództwem Zygmunta Rychcika. Losy osobiste  Rychcika są znane, dzięki książce Ryszarda Juszkiewicza, Ziemia mławska w latach 1945-1953 (walka o wolność i suwerenność), wyd. Mława 2002. W oddziale partyzanckim Rychcika znaleźli się także młodzi ludzie z Radzanowa, m.in. Henryk Pietrzyk, ps. „Lizup”.

Na str. 128 wspomnianej książki znajduje się informacja:

,,25 X około godz. 23.00 podczas starcia partyzantów z grupą operacyjną PUBP oraz KPMO w okolicy Radzanowa, zginął Henryk Pietrzak, zastępca dowódcy oddziału”.     

  Niestety, ta informacja nie odpowiada rzeczywistości. Postaramy się przedstawić wspomnienie jednego z mieszkańców Radzanowa o tym wydarzeniu, uzupełniając je nieco szerszymi informacjami o samym zabitym partyzancie.

    Henryk Pietrzyk (nie Pietrzak), urodził się w rodzinie Wincentego i Józefy 25 października 1921 roku w Radzanowie. Rodzina mieszkała w nieistniejącym obecnie domu przy ulicy Floriańskiej, pomiędzy działkami Zdunkiewiczów i Śliwińskich. Nie posiadali gruntów uprawnych. Trudnili się pracą najemną, wyrobniczą, należąc do biedniejszej części społeczności radzanowskiej. Posiadał siostrę. Henryk podejmował się różnych prac, pomagając czy to w gospodarstwie, czy przy remontach budynków gospodarczych. Był dość zaradny, potrafił załatwić np. drzewo na wymianę dachu na oborze u Oziemkowskich, mieszkających niedaleko. Pomagał także w innych pracach w gospodarstwie. Podobno sympatyzował z ich córką, mówiono, że z wzajemnością. Był dobrym i spokojnym człowiekiem. Po przejściu frontu powołany został do wojska „polskiego”. Po kilku miesiącach, kiedy przekonał się, że wojsko to ma niewiele wspólnego z Polską, zdezerterował. W międzyczasie jego sympatia wyszła za mąż za innego. Dalsza jego działalność przebiegała podobnie, jak Zygmunta Rychcika, do oddziału którego przystał. Został zaprzysiężony, posługiwał się pseudonimem „Lizup”. Uczestniczył we wszystkich akcjach oddziału. Aż do pamiętnego wieczora 22 października 1946 roku (nie 26). Wtedy to, wraz ze swoim dowódcą znalazł się w Radzanowie. Zygmunt Rychcik odwiedził swoją narzeczoną, Krystynę Śliwińską, mieszkającą z rodzicami (obecnie ul. Floriańska 2), a Henryk Pietrzyk – Danutę Antoszewską, panienkę, mieszkającą przy Rynku (obecnie numer 24) razem z bratem, członkiem PPR. Gdy Henryk Pietrzyk przyszedł, brat Danusi wymknął się i zawiadomił o tym milicjantów na posterunku, mieszczącym się wówczas w kamienicy Dworakowskich. Ci niezwłocznie powiadomili KP UB w Mławie i na Pietrzyka zastawiono pułapkę. Milicjanci i UB-owcy zaczaili się we wjeździe pomiędzy domami Ludwika Śliwińskiego i Zieleniewskich. Zaś sam Antoszewski zapukał do pokoju siostry i zakomunikował, że Zygmunt Rychcik polecił, aby Pietrzyk udał się do niego. Gdy ten szedł przez Rynek, został zatrzymany „stój, kto idzie”. Zaskoczony zatrzymaniem, nie rozpoznał kto go zatrzymuje i odpowiedział „ nie poznajesz, to ja, Heniek”. W tym momencie rozległy się strzały. Podanie imienia było niefortunne, bo upewniło milicjantów, że mają właściwego człowieka. W akcie zgonu podano, że śmierć nastąpiła o godzinie 22.30. Za trzy dni miałby 25 lat.

   W środę, następnego dnia, skoro świt, Franciszek Kwiatkowski z synem, wybrali się do Bieżunia w celu sprzedaży świniaków (w Radzanowie jeszcze skup nie funkcjonował) i przejeżdżali obok posterunku. Widzieli, jak milicjanci wlekli za nogi po ulicy zabitego żołnierza. Dopiero po powrocie z targu dowiedzieli się, kto to był.

   Zwłoki zastrzelonego partyzanta zostały zabrane do Mławy i dotychczas nie wiadomo, gdzie zostały pochowane. Henryk Pietrzyk wymieniony jest wśród zamordowanych i zmarłych w okresie 1939-1956 na Pomniku Poległych na naszym cmentarzu parafialnym.

 

 Denuncjator wyprowadził się z Radzanowa.

W.P.

HISTORIA JEDNEJ RADZANOWSKIEJ RODZINY

O HISTORII JEDNEJ RADZANOWSKIEJ RODZINY ŻYDOWSKIEJ

  W historii Radzanowa nie sposób ominąć faktu, że w tym miasteczku, a później w osadzie miejskiej, zamieszkiwała do 1941 roku dość liczna społeczność żydowska. W przeciwieństwie do innych miast,  nie było tutaj żadnych pogromów, chyba dlatego, że zarówno Polakom, jak i Żydom, wiodło się tutaj bardzo skromnie. Istniał jedynie drobny przemysł – jakieś dwie hamernie, wytapiające półprodukt do produkcji żelaza , kilka wiatraków. Funkcjonowały drobne rodzinne warsztaty rzemieślnicze  – szewcy, krawcy, piekarze oraz drobny handel. Teren wybitnie rolniczy, gdzie gleby przeważnie klasy czwartej i dalszej. Tak więc, nikomu się „nie przelewało”.

Ojciec mój, urodzony w 1911 roku w Radzanowie, często wspominał swoje dzieciństwo i relacje pomiędzy rówieśnikami, w tym, z żydowskimi. Dzieci nie mają zahamowań i łatwo między sobą nawiązują kontakty. Wspominał, jak razem z chłopakami żydowskimi płatali figle dorosłym. Wielokrotnie inspiracja pochodziła właśnie od nich. Wspominał, że kolegował się z „Mydganiakami”. Jedna historia utkwiła mi w pamięci, jaką opowiadał. Pomysł jednej z psot podsunęli właśnie oni. Otóż w religii mojżeszowej, w czasie szabatu (od wieczora w piątek do zachodu słońca w sobotę) żaden wierzący Żyd nie może wykonywać pracy fizycznej. Ma się oddawać medytacjom i modlitwie w bóżnicy. Dzieciaki wpadły na pomysł zabicia gwoździami drzwi synagogi tuż przed zachodem słońca w piątek. Rozumowanie było dość proste. Ponieważ Żydzi nie mogą wykonać żadnej pracy fizycznej, a muszą uczestniczyć w nabożeństwach szabasowych, będą musieli zwrócić się do „gojów”, aby im bóżnicę otworzyli. No i naturalnie będzie okazja zarobku dla stolarza, który może zażądać odpowiedniej kwoty. Tak się też stało.  O innej historii z kiełbasą wieprzową już kiedyś pisałem.

Chciałbym krótko opisać losy radzanowskiej rodziny Mordechaja Abrahama Mydganga, krawca. Nazwisko to pisane jest w różny sposób: Midgang, Mitgang lub Mittgang. Należy zaznaczyć, że wśród Żydów generalnie używane było według naszej tradycji drugie imię, traktowane przez nich jako pierwsze (imiona czytane w odwrotnej kolejności). Abram Mydgang wynajmował drewniany dom stojący na rogu Rynku i ulicy Raciążskiej w miejscu, gdzie obecnie znajduje się pawilon „Delikatesy”. Trudno mi powiedzieć, kto był właścicielem posesji . Faktem jest, że był to dom dość obszerny (pamiętam ruiny tego domu, rozebranego na początku lat sześćdziesiątych, gdy GS „Samopomoc Chłopska” podjęła budowę pawilonu handlowego). Zakład krawiecki zajmował dużą przestronną izbę, w której znajdywała się lada z materiałami. Mydgang cieszył się dużym uznaniem, a zamawiali u niego garnitury nawet właściciele okolicznych folwarków. Mój teść pamięta, że właśnie tu rodzice uszyli mu mundurek do I Komunii Świętej. Żoną jego była Sura (Sara) Ryfka, kobieta wykształcona, która przewodziła grupie radzanowskich żydówek. Mydgangowie mieli ośmioro dzieci. Bodajże najstarszą, urodzoną w 1909 roku, była Miriam Szindele, która w 1937 roku wyszła za mąż za Hersza Mendla Abramowicza. Był on także krawcem, i jak się wydaje, uczył się fachu krawieckiego właśnie u Abrahama Mydganga. Ponieważ teść był wziętym krawcem i rodzinie powodziło się dobrze, sfinansował budowę domu młodym małżonkom. Co prawda nie był to wielki obiekt, ale domek murowany, stojący dotychczas w sąsiedztwie synagogi. Abramowicz, zwany powszechnie wśród Polaków „Arunkiem”, nie miał już takiego wzięcia jak jego teść, ale także rodzinie wiodło się dobrze.

No i nadeszła II wojna światowa, a wraz z nią – zagłada narodu żydowskiego. Według opublikowanej listy ofiar wojennych Żydów radzanowskich, co najmniej 253 osoby straciły życie. 28 listopada 1941 roku Żydzi wywiezieni zostali furmankami do getta w Mławie. Tam jeden z synów – Josef  Joszua został zamordowany 17 czerwca 1942 roku w grupie 50 Żydów rozstrzelanych przez Niemców. W listopadzie 1942 roku getto mławskie zostało zlikwidowane. Starzy, chorzy i dzieci wywiezieni zostali do Treblinki, a pozostali – do Auschwitz. W listopadzie zamordowana została w Auschwitz Szindele Abramowicz. Świadkiem jej śmierci był brat – Zelman Solomon (Sol) Mitgang (urodzony w 1920 r.), który po wojnie złożył świadectwo jej śmierci do Yad Vashem. W obozie zginęli także oboje rodzice, syn Jakob Lejb i córka Estera Malka. Dwóch synów, w tym Sol – przeżyło obóz. Po zakończeniu wojny wyjechali do Stanów Zjednoczonych.

 yad_vashem1

Fot. 1. Świadectwo zgonu Miriam Szindele Mitgang, poświadczone przez jej brata.

Ważnych informacji dotyczących okresu wojny i pobytu w obozie koncentracyjnym dostarczył mój wujek, Konstanty Jankowski (urodzony w 1904 roku), aresztowany przez policję Kripo w Radzanowie w dniu 25 czerwca 1942 roku. Po pobycie w kilku więzieniach i obozach pracy, m.in. w kopalni bursztynu w Palmnicken (Prusy Wschodnie), wywieziony był do obozu koncentracyjnego KL Auschwitz. Do obozu przywieziony został 9 sierpnia 1943 roku jako więzień polityczny. Tam, aby przeżyć, zgłaszał się do różnych prac; a to jako cieśla, a to murarz, czy dekarz. Był tzw. „złotą rączką”. Dzięki temu mógł liczyć na dodatkową kromkę chleba, cebulę, czy papierosa. A to pomagało przeżyć. Tak się złożyło, jak wspominał, że pracował z nim Mendel Abramowicz – Arunek. 15 sierpnia 1944 roku, wobec ewakuacji KL Auschwitz, przewieziony został do Buchenwaldu. Pracował w Kommando Dora, a od 1 listopada 1944 r. – w KL Mittelbau w Kommando Klein-Bodungen. Wyzwolenia przez Brytyjczyków doczekał 15 kwietnia 1945 r. Po wyzwoleniu obozu przebywał przez cztery miesiące w szpitalu-obozie w Bergen-Belsen dla nabrania sił i podratowania zdrowia . W tym momencie ważna jest informacja, że już po wyzwoleniu z obozu spotkał, jak się wyraził, Mydganiaków. Wyraźnie mówił – w liczbie mnogiej. Czyli mogło być ich przynajmniej dwóch. Oświadczyli oni, że nie wrócą już do Radzanowa i zamierzają wyjechać do USA. Namawiali go, aby jechał z nimi. Wspominany już Sol Mitgang podał, że z Buchenwaldu wywieziony był do getta w Teresinie i wyzwolony był przez wojska sowieckie. Piekło obozowe przeżył także Abramowicz.

Wujek, po wyzwoleniu z obozu i przebyciu czteromiesięcznej kwarantanny w szpitalu, wrócił do Radzanowa we wrześniu. Wkrótce po tym, przyjechał do Radzanowa także Abramowicz. Odwiedził współtowarzysza obozowego. Przyjechał, jak twierdził wujek, uporządkować sprawy własnościowe i planował wyjechać do Palestyny. Namawiał swojego kolegę z obozu, aby kupił działkę z domkiem przy bóżnicy. Ten jednak odmówił. Arunek przenocował u Jankowskich, a wczesnym rankiem następnego dnia oznajmił, że zanim wyjedzie do Mławy porannym „autobusem” (była to ciężarówka dowożąca robotników i odjeżdżała o godz. 5.45), …….. Obiecał , że napisze list do „Kostka” po przyjeździe do Palestyny. To było ostatnie ich spotkanie. Żaden list od niego jednak nie przyszedł.

  Warto dodać, że w zeszłym roku podczas spotkania „Otwórzmy drzwi synagogi” przyjechał do nas potomek Żydów radzanowskich, dr Norman Ravvin, który przedstawił losy swoich przodków oraz fragment wywiadu Zelmana Solomona Mitganga o losach rodziny w okresie międzywojennym. 

Rambam-Mr.-Sol-Mitgang 

Fot. 2. Zelman Solomon Mitgang pokazujący numer obozowy z Auschwitz, zdjęcie wykonane w grudniu 2015 roku.

 

Waldemar Piotrowski

Radzanów na łamach starej prasy 10. List gończy

Radzanów na łamach starej prasy 10. List gończy

W kolejnej części cyklu Radzanów na łamach starej prasy przytaczam informacje z Gazety warszawskiej , która zamieściła w dniu 2 września 1829 roku List gończy Sądu Policji Poprawczej Wydziału Łęczyckiego w sprawie Nachyma.

list go 1

List go

Radzanów na łamach starej prasy 9.Opis Radzanowa i okolic z roku 1897

Radzanów na łamach starej prasy 9.Opis Radzanowa i okolic z roku 1897

W tej części przytaczam państwu opis Radzanowa i okolic z października 1897 roku jaki został przedstawiony na łamach Gazety Świątecznej wydawanej w Warszawie. Autorem tekstu jest mieszkaniec miasteczka nad Wkrą co potwierdza poprzez podpisanie tekstu Radzanowiak.

opis9

Opisopis1opis2opis3opis4opis5opis6opis6 opis7opis8

Dni Radzanowa A.D. 1995

Dni Radzanowa A.D. 1995

12717612_1038723709507308_9112405296878726697_n

 

Dzięki uprzejmości Pana Sławomira Topolewskiego z Żuromińskiej Grupy Historycznej, mogę przedstawić Państwu zapis filmowy dawnego Radzanowa. W materiale uwieczniono festyn z okazji Dni Radzanowa w roku 1995. Polecam i czekam na komentarze.

Dzięki uprzejmości Pana Sławomira Topolewskiego mogę przedstawić Państwu zapis filmowy dawnego Radzanowa. W materiale…

Publié par Spotted Radzanów sur dimanche 12 mars 2017

Ratowo na starej fotografii.cz 7

Ratowo na starej fotografii.cz 7

Tym razem powrót do serii o Ratowie i jej mieszkańcach uwiecznionych na fotografii. Poniżej na zdjęciu OSP Ratowo uwieczniono strażacy ochotnicy w Radzanowie na Rynku najprawdopodobniej po uroczystościach odsłonięcia pomnika strażaka na cmentarzu parafialnym . Rok 1972. Prosiłbym o identyfikacje druhów ochotników i w komentarzu na blogu lub facebookowym profilu Spotted Radzanów przesłanie informacji.

20170305_110136_Richtone(HDR)Ps. Już mam Mateusz Kosiorek przesłał informację. Dziękuję

Od lewej z góry: HENRYK KOSIOREK , Franciszek Milewski, Włodzimierz Zalewski, Arent Wincenty, Rojczyk Tadeusz (naczelnik), Wiśniewski Czesław, Malinowski Roman, Arent Stanisław, Milewski Roman . Od lewej z dołu: Zbigniew Arent, Tadeusz Lewandowski ,Wiśniewski Jan, Arent Franciszek, Wiśniewski Andrzej.

Radzanów na łamach starej prasy cz. 6

1

 

Radzanów na łamach starej prasy cz. 6

     W tym przypadku Radzanów pojawił się w ogłoszeniu informującym rodziny młodych mężczyzn odbywających służbę wojskową w armii rosyjskiej podczas I wojny światowej. W zamieszczonym materiale wymienieni zostali Józef Staniszewski i Wincenty Maliszewski  z Radzanowa. Gazeta Polska na łamach której ukazał się annos wydawana była w Moskwie i pochodzi z  listopada 1916 roku. Nazwiska  Staniszewscy i Maliszewscy przewijają się w materiałach archiwalnych dotyczących Radzanowa. Jednak czy w tym przypadku ,ktoś z czytelników posiada informacje o losach wspominanych w korespondencji żołnierzy .

2

60 lecie święceń kapłańskich ks. Henryka Mazurowskiego

60 lecie święceń kapłańskich ks. Henryka Mazurowskiego

komunia ksieza

 

   W najbliższą niedziele 12.02. o godzinie 12 w kościele parafialnym pw. św. Franciszka z Asyżu w Radzanowie odbędzie się uroczysta Msza Św.  z okazji  60 lecia święceń kapłańskich ks. Henryka Mazurowskiego, proboszcza parafii pw. w. Rocha

w latach 1978 – 2004.

 Ks. Henryk Mazurowski urodził się 19 sierpnia 1930roku we wsi Kuski, parafii Rościszewo. Święcenia kapłańskie przyjął 10 lutego 1957 roku w  Płocku. Po święceniach otrzymał nominację na wikariusza parafii Radzanów w której to pracował w latach1957-1962. Następnie otrzymał nominację na probostwo do Ciemniewka.

   O jego zasługach dla parafii i kościoła radzanowskiego wiele można napisać. Jako wikary przyczynił się do elektryfikacji kościoła 8 listopada 1957 roku. Radzanów został podłączony do sieci elektrycznej. ks. Henryk Mazurowski zbierał ofiary na elektryfikację. Uczył w miejscowej szkole religii.

sieczka1

 

    Po powrocie do Radzanowa 1978 roku jako proboszcz zajął się remontem świątyni.  W 1979 roku parafia uzyskała zezwolenie na remont generalny kościoła. Przeprowadzono prace odwadniające  terenu przykościelnego i odprowadzono wodę z podziemi kościoła. W kolejnych latach za sprawą ks. Mazurowskiego wykonano remont dachu oraz tynków na kościele . Proboszcz zadbał także o wnętrze świątyni, wymieniono instalację elektryczną, założono ogrzewanie. Wielkim wyzwaniem dla księdza i parafian było wykonanie nowego żelbetowego sklepienia, a następnie odnowienie polichromii.

W 1986 roku położono również nową instalację elektryczną do ogrzewania kościoła. Wszystkimi tymi pracami kierował z wielkim poświęceniem, pomimo choroby.

W roku 2004 roku  ks. proboszcz Henryk Mazurowski przeszedł na emeryturę, dalej zamieszkuję Radzanów nad Wkrą.

Z okazji 60 lecia święceń kapłańskich w imieniu swoim i Czytelników życzę Zdrowia, Pogody Ducha, Bożej Opaczności i 100 lat Życia .

List z Ratowa 1887 r.

List z Ratowa 1887 r.

Wspomniany list został wydrukowany w tygodniku Wszechświat, który był  poświęcony naukom przyrodniczym. Autorem pisma skierowanego do Redakcji był właściciel majątku Ratowo – Józef Stanisław Konic. Jak już dziś wiemy był on propagatorem nowoczesnego rolnictwa na terenie Północnego Mazowsza. Majątek Ratowo  pod jego rządami stał się wzorem dla innych, ukazując w jaki sposób można wprowadzać nowe  gatunki roślin i rasy zwierząt . Nie tylko produkcja ale także przetwórstwo powyższych  stało się istotą dobrze  prowadzonego majątku ziemskiego. Józef Konic czerpał inspiracje z najnowszych osiągnięć nauki sam prowadził obserwację   i  starał się nimi dzielić z zainteresowanymi .

canvas1

canvas

http://ratowoklasztor.blog.pl/2015/02/20/dziedzic-z-ratowa-jozef-stanislaw-konic/

Radzanów -Synagoga na starych fotografiach

Radzanów – Synagoga  na starych  fotografiach

  Stan jednej z nielicznych zachowanych w naszym regionie śladów kultury judaistycznej jest alarmujący. Ostatnio dzięki interwencjom mieszkańców poczynione zostały zabiegi w celu ratowania obiektu. Mam nadzieje ,ze dzięki temu ten przykład architektury przetrwa i stanie się  jedna z wizytówek Północnego Mazowsza. Dlatego dla przypomnienia pragnę przedstawić fotografie z początku lat 80 tych XX wieku ukazujących ówczesny stan obiektu.

13082482_1531144290524663_9136421315734954369_n

13100720_1533214963650929_5830118629022985669_n